• Wpisów: 84
  • Średnio co: 28 dni
  • Ostatni wpis: 84 dni temu, 23:02
  • Licznik odwiedzin: 36 383 / 2454 dni
 
niekolorowamilosc
 
Gdybym miała postawić sobie diagnozę, po przeczytaniu tych wszystkich bardziej lub mniej mądrych książek i przejrzeniu specjalistycznych testów psychologicznych obstawiałabym depresję. Ciężką depresję. Albo osobowość bordeline. Co w sumie się łączy. A za czym przemawia mój cholerny strach przed odrzuceniem, porzuceniem, przy jednoczesnej wielkiej potrzebie bliskości. Dlatego zawsze wszystko niszczę, bo w "akcie ochronnym" wystawiam kolce i zadaję rany, nie pozwalając jak dotąd, by ktoś, kto być może naruszył już moją skorupę, przebił się przez nią do końca.
Boję się być taka odsłonięta. Stanąć przed taką osobą w całej swej nieidealności, to strach przed bronią jaką owa osoba by posiadła. Przed tym jak nieodwracalnie może mnie już zniszczyć, doszczętnie. Tak, że nie będzie co zbierać.
Jasne, istnieje jakieś prawdopodobieństwo, niewielki promyczek nadziei we mnie, że ta osoba mogłaby mnie również niejako "uleczyć", ale strach jest za duży. Wszechogarniający. Boję się otwierać. Nie umiem się otwierać.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków