• Wpisów: 84
  • Średnio co: 28 dni
  • Ostatni wpis: 84 dni temu, 23:02
  • Licznik odwiedzin: 36 383 / 2454 dni
 
niekolorowamilosc
 
Od lat tu nie pisałam, zaglądałam czasem z czystej nostalgii, lecz nigdy nie odważyłam się nic napisać. Dzisiaj jednak jestem w nastroju pożegnalnym. Nie lubię świąt. Nie mam dobrych wspomnień z dzieciństwa z nimi w roli głównej. Nie mam w ogóle żadnych "dobrych" z tamtego okresu. Co do tych świątecznych to opowiadali mi, jak kiedyś, ja, nie umiejąca jeszcze wtedy chodzić istotka, próbowałam zjeść szklaną bombkę, przegryzłam ją. Masochistka od małego, jak widać. Zabawne, ojciec mnie tak kiedyś nazywał, chyba wstyd się przyznawać, inni ojcowie nazywają swoje córki księżniczkami czy jakoś tak. Mój zamiast zainteresować się czemu jego "księżniczka" sięga po żyletki, wolał się dokuczać przy każdej możliwej okazji. Nie zrozumiem spojrzenia na świat tego człowieka. Mojej matki właściwie też nie. Aż zastanawiam się jak mogło przy nich wyrosnąć takie nadwrażliwe na życie coś jak ja.
Mam swoje wady, każdy je ma. Nie sądziłam jednak że pragnienie czyjeś uwagi nią jest. Ciepło drugich ramion zamykających cie w tym małym, wąskim okręgu bezpieczeństwa. Ten ułamek sekundy, gdy czujesz się bezpiecznie. Były później w moim życiu takie osoby, które pozwalały mi to poczuć. Na dłużej lub krócej. Ale ich już nie ma, odeszły. Mniej lub bardziej dosłownie.
Tęsknię.
Pamiętam. Czasem wydaje mi się że za wiele, za dokładnie, za mocno. Ludzi, uczucia, słowa.

Czasem wyobrażam sobie, że czytasz moje wiersze, ten tekst teraz... Że masz wtedy takie malutkie ukłucie, chcesz do mnie napisać, zadzwonić... Po czym przypominasz sobie, że nie masz przecież mojego numeru, twojej ostatniej wiadomości nie odczytałam od miesiąca, oraz to, ile złych rzeczy mi do tej pory zrobiłaś...

Może wyobrażasz sobie, że ten czas kiedy mnie nie ma, jest dla mnie cudowny. Nie jest.
Nie jem, chudne, płaczę... Mam tylko takie dni, gdy podniesienie palca u ręki kosztuje mnie wiele wysiłku i energii. Czasem "cieszę się" że muszę danego dnia jechać do pracy, wyjść z domu, przywdziać uśmiech i sprzedawać bogatym panią i panom buty, tylko dlatego, że mogę uciec z własnej głowy...

Chyba jestem takim małym mistrzem w uciekaniu. Często uciekam. Od ludzi, gdy boje się że mnie zranią mocno, albo gdy zaczynam się do nich nad wyraz przywiązywać, czy otwierać się. Uciekam i nikt mnie nigdy nie goni. Najwidoczniej nie zasługuje.

Stąd też już chyba uciekam.
Z życia uciec też już próbowałam.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków