• Wpisów:84
  • Średnio co: 28 dni
  • Ostatni wpis:84 dni temu
  • Licznik odwiedzin:36 385 / 2454 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
ech, długo nie pisałam, ale co pisać?
jak się czuję?
kiedy sama już nie wiem.. kiedy jest szkoła to mam przynajmniej jakieś zajęcie. a gdy wracam do domu to nie chce mi się już tak udawać. wszystko opada i jest do dupy.
nie lubię pustych wieczorów, kiedy siedzę sama z myślami, wspomnieniami.
nawet komputera włączać mi sie nie chce..
a przed zaśnięciem czytam by odciągnąć od czegoś myśli.
od poniedziałku ferie i nie wiem jak to będzie. "na szczęście" mam trochę zadane do szkoły..

eww.. nie mam sił.
a jutro jeszcze ten "wspaniały" dzień. tyle zakochanych, tyle szczęśliwych.

  • awatar Gość: dasz radę ;) idź do biblioteki i wypożycz kilka książek :) zrób sobie listę filmów do obejrzenia i zrób sobie maraton filmowy :) opcji naprawdę jest dość wiele. pozdrawiam :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ile dziś warte jest zdanie "zależy mi na tobie" ?
Dla mnie zaczyna tracić swą wartość. Bo jeśli ktoś coś zepsuł ale mu zależy to stara sie to naprawić..
Jasne. Przeprosiła. Ale co dalej? Dalej była cisza. Rozmowy raz na 3 miesiące. Teraz to ja wyciągnęłam rękę. Głupie, no nie?..
Ale nie jest mi obojętna. Mimo wszystko mi jej brakuje. Brakuje mi tego że gdy widziała że jest mi źle to mnie po prostu przytulała albo przychodziła z czekoladą. Dobrze sie przy niej czułam, stała sie jedną z niewielu osób którym zaufałam.
Pamiętam o tym co był ale pamiętam też te dobre momenty.
Tylko nie chcę się narzucać swoją obecnością. Wpierdalać w czyjeś choćby tylko pozornie poukładane życie.
Ale po prostu chciałabym wiedzieć na czym stoje. Bo ja się otwieram, mówię co czuje.. I chciałabym być potraktowana poważnie.
A nie słuchać 'zależy mi' ; 'chcę' i nie widzieć żadnych reakcji.. Nie wymagam poświęcania mi całego swojego czasu, życia.. Bo z perspektywy tego co było do tej pory wiem że na to nie zasługuje. Nie chcę tylko po raz kolejny mieć nadziei na coś co nie ma racji bytu. To ciut mniej boli...
Nie chcę Twojej obecności po to by słuchać jaka to jestem wspaniała, bo to nie prawda. Brakuje mi Ciebie. I tyle.
Przyjaźń to też miłość.
Ale nie pora na takie wyznania. To chyba nie zbyt odpowiedni moment.
Ja wiem, mamy zupełnie inne spojrzenie na świat.. Ja bardziej biore do siebie słowa innych, szybciej się przywiązuję co wciąż mnie zaskakuje, ale już chyba nie powinno. Bo to logiczne że jeśli normalnie na co dzień nikt nie okazuje ci uczuć tylko traktuje jak powietrze w tym sensie że jesteś niewidoczny a nie niezbędny do życia to gdy pojawi się ktoś kto ujrzy w tobie coś więcej i będziesz sie liczyć dla tej osoby to chcesz by była przy tobie.
A Ty?.. ty żyjesz chwilą, jesteś wiecznie uśmiechnięta.. Zupełne przeciwieństwo mnie.. Cóż może nie bez powodu mówią że przeciwieństwa się przyciągają?..
Pewnie nawet nie zobaczysz tego wpisu, ale mam nadzieję że coś zacznie się powoli zmieniać..
Idę się kąpać, może się utopię...
 

 
No właśnie- nie mam nic. Tylko Ciebie. Mówisz 'zmień sie, bo ja tak nie dam rady dłużej'. Wiem, że powinnam coś zmienić. Ale nadal mam wątpliwości. Nie jestem wystarczająco silna... Zrobiłam listę tych rzeczy, do końca odwlekałam punkt o mamie.
Nie wiem czy chcesz zrobić ze mnie zimną sukę bez uczuć, laske która w siebie wierzy, lubi siebie..? Nie wiem. Ale ja nigdy taka nie byłam. Zawsze byłam zbyt wrażliwa. Zawsze brakowało mi pewności siebie. Wiesz co przeszłam, nie będę tego wywlekać. Choć zastanawiam sie czy już samego wpisu nie odbierzesz jako użalanie sie nad sobą.
Jasne, mogę spróbować. I chcę. Ale nie zmienie sie diametralnie i nie z dnia na dzień.
Jasne mogę poszukać ćwiczeń, książek o tym 'jak polubić siebie' ale to nie zadziała od razu. Potrzeba będzie dużo czasu bym w to uwierzyła. I jeśli po tym czasie znajdzie sie choćby jeden szczegół, który w sobie polubię, choćby miał to być pojedynczy włos, ja będę zadowolona, gdyż będzie to ogromna zmiana. Tylko co z Tobą? Czy Tobie będzie to odpowiadało? Ach, tak nie przepadasz za gdybaniem.. Przepraszam. Ale mam pełno pytań bez odpowiedzi..
 

 
świetne urodziny. rozpoczęte łzami.. ale cóż po narodzeniu dzieci płaczą, więc czemu by nie?..
a mi sie prawie cały dzień zbierało. nie powiem, były moment, w których na prawdę się uśmiechałam.. dziękuję O. wiem że nikt nie jest na siłach znieść takiego zachowania, takich zmian nastrojów... a Ty jednak przy mnie jesteś.
nie wiem co sobie myślałam, chcąc zobaczyć życzenia od niego.. może chciałam by potwierdził po raz kolejny że nie byłam dla niego nikim. ale nie napisał.
cóż, w końcu ma nowe życie.. jednak mam nieodparte wrażenie, że traktował mnie inaczej, że nie byłam dla niego tyk kim te wszystkie inne. ale może tylko to sobie wymyślam. może potrzebuję tej świadomości...
 

 
Urodziny. A mogłaby być jedynie 17 rocznica śmierci. Sama nie wiem co lepsze..
21.05 godzina narodzin.
21.15 godzina zgonu.
Długo bym sobie pożyła.. Całe 10 minut. Ale ktoś mnie musiał uratować. I tak było za każdym kolejnym razem, gdy to już ja sama się krzywdziłam.
Dziękuję tej pielęgniarce i przeklinam ją jednocześnie. Nie wiem kim jest. Nigdy jej nie widziałam, a jeśli nawet to nie wiem, że to ona jest właśnie tą osobą, której zawdzięczam swoje życie.
To było długie 17 lat. I wcale nie było łatwo. Ale w sumie, czy ktoś kiedyś powiedział, że tak właśnie będzie?
Mimo, że przeszłam to co przeszłam, wciąż słyszę, że jestem jedynie gówniarą, co ja mogę wiedzieć o życiu skoro nic nie przeżyłam, nie mam żadnych problemów. Ale to nie prawda. Nie życzę nikomu żeby został tak potraktowany. Bo choć może nie jest to najokropniejsza historia to zostawia blizny, które przypominają o tym wszystkim co było, o tym bólu. Blizny nie tylko na ciele, ale również i na duszy, a takich sie nie da naprawić. One się nie zabliźniają tylko żyją cały czas w człowieku i potrafią dać o sobie przypomnieć w najmniej oczekiwanym momencie.
 

 
świetne święta.. chore zatoki, krew z nosa i niezręczność przy kolacji..
ale wino przynajmniej jest smaczne..
jak dobrze, że już prawie koniec.
czasem uśmiechamy się tylko po to by sie nie rozpłakać to idealne podsumowanie
 

 
Bezsilność, cóż za okropne uczucie...
Czujemy ją, gdy ukochana osoba odchodzi z kimś innym. Czujemy ją, gdy nie mamy wpływu na to co się wydarzy. Jakby nie było i tak będzie źle. Nic i nikt nie jest w stanie nam pomóc. To straszne. Nadal nie mogę przyzwyczaić się do tego uczucia.
 

 
Dzięki, Mamusiu.
Rozmawiałyśmy dokładnie wczoraj, a ty już kurwa nie pamiętasz?! Boże, ale ze mnie naiwne dziecko! Ja się kurwa nigdy nie przyzwyczaję!
A mój synuś to, a tamto... Kurwa rzygam już tym twoim idealnym synusiem...
Znalazłam swój stary pamiętnik, czytałam go i to wszystko do mnie wracało.Nie, może tak: to wszystko nadal we mnie jest. Doskonale pamiętam co czułam, pisząc że spodziewam sie usłyszeć że mnie adoptowałaś. Ale niestety wiem, że tak nie było. No, ale przecież przez te pierdolone 9 miesięcy nosiłaś mnie pod sercem i nie mów mi, kurwa, że nie poczułaś nic sprowadzając do mnie w ostatniej chwili pielęgniarkę, gdy zaczęłam się dusić po porodzie. Czasem żałuję, że zdążyłaś, w zasadzie to bardzo często.
Ciekawe dlaczego przez 12 lat nie potrafiłaś ze mną rozmawiać... Nie widziałaś, że cierpię, mam problemy czy może nie chciałaś widzieć?...
A teraz co? Myślisz, że jak raz na jakiś czas coś ci odwali i będziesz dla mnie miłą to ja zapomnę? Mylisz się, bardzo. Dziwne uczucie- nie ufać własnej matce, ale jednocześnie cały czas kurewsko wierzyć w to, że może kiedyś coś..
Ale nie. Moje nadzieje są złudne, a rezerwy wiary na wyczerpaniu... Nie wiem czy potrafiłabym powiedzieć, że cie kocham. Nigdy nie słyszałam od ciebie tego słowa. Zawsze potrafiłaś tylko krytykować, wydzierać się, karać, wyzywać, poniżać.. Wiesz, czytałam że jak sie nie wie czy sie kogoś kocha to tak już nie jest, ale w tym przypadku nie jest tak łatwo. Mam kurwa mętlik w głowie...!
Proszę, naucz się ze mną rozmawiać...
 

 
czy wspomnienie o tym co się wtedy stało, jak mnie potraktował, zawsze już będzie tak bolało?..

pierdolona szkoła. i jeszcze trzeba było siedzieć z uśmiechem na ustach.



często jak mi źle to piszę, czasem coś krótkiego co ląduje na blogu, a czasem nie. zastanawiam sie tylko dlaczego boję się w tym wszystkim przyznać, że to przeżyłam, że to odsłania jakiś kawałeczek mnie. czemu pisze w trzeciej osobie?..
nie 'chcę się zbić', ale 'chciała się zabić'
 

 
"Aż do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, że można komuś złamać serce dwukrotnie, wzdłuż tych samych starych, zaleczonych szram po pęknięciach." Jodi Picoult 'Bez mojej zgody"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Siedze po turecku na łóżku, choć wiem, że mi tak nie wolno, bo lekarz jasno to powiedział i pije gorącą herbatę z cytryną i nie przeszkadza mi że delikatnie parzy mój język. Próbuje przywołać każde wspomnienie z okresu kiedy miałam maksymalnie 4 lata. Wtedy wszystko było inaczej. Nie miałam jeszcze brata, rodzice poświęcali mi swoją uwagę. Ciekawa jestem co sie stało z tamtym szczęśliwym dzieckiem, że teraz jest takie jakie jest. Ale wiem bardzo dobrze co się stało. I to beznadziejne bo wiem, że są tacy co mają o wiele gorzej niż ja, a ja sie tyko użalam, że od 12 lat musze radzić sobie sama. Może i w przyszłości, o ile takowa będzie, to mi jakoś pomoże, ale uwierzcie wcale nie jest łatwo codziennie zdawać sobie sprawę że dla kogoś kto cie urodził znaczysz tyle co opakowanie od otrzymanego prezentu, które wyrzuca sie do śmieci. A ja głupia miałam nadzieję, że może w końcu coś zrozumieją, że coś sie choć troszeczkę zmieni, że będzie ciut lepiej, że nie będą mnie traktować jak śmiecia.
Dziękuję, Wam, Kochani Rodzice, za to że dzięki Wam teraz praktycznie ciąle się boję. Boję sie, że wszystko co mam stracę, bo przyzwyczailiście mnie już do poczucia, że na nic nie zasługuję. To dlatego jestem taką beznadziejną 'przyjaciółką'. Oczywiście to nie tylko Wy mieliście udział w tym co zmieniło mnie z roześmianej czterolatki w zapłakaną, zamkniętą w sobie szesnastolatkę z blinami na ciele. Nie, nie tylko dzięki Wam jestem życiową porażką. To chyba Bóg miał zły dzień, kiedy postanowił mnie stworzyć i to dlatego pewnie taki ze mnie 'wadliwy element'. Zbyt łatwo ulegjącym innym, zbyt szybko wierzącym w ich piękne słowa tylko ze względu na to żeby sie nie czuć tak cholernie pustą. Tak cholernie wrażliwą i uczuciową. Tak beznadziejną.
 

 
boję się.

 

 
Rodzice wyjechali na weekend i siedze sama. tzn jest jeszcze mój młodszy brat...

pusty pokój, wygodny fotel, ciepły kocyk i gorąca herbata. czego chcieć więcej?... a no właśnie tego, żeby sie tak nie czuć. żeby zmienić coś w swoim sposobie myślenia, zmienić siebie.

ale nie ma dla kogo.. od dawna jestem zdana tylko na siebie. musze być niezależna. twarda. no właśnie.. musze, nie jestem.

zmieniłam sie strasznie. kiedyś byłam szczęśliwym dzieckiem a później wszystko sie zjebało.. ktoś powie 'idź, zrób coś. zapomnij' ale nikt nie wie jakie to kurwa trudne.. ludzie żyją stereotypami, masz 16 lat co ty mogłaś w życiu przejść?
nikt nie wie jak to jest w tym wieku bać sie zaufać innym. jak ciężko jest przemóc się żeby sie przed kimś otworzyć. nikt nic nie wie.

ja też nie wiem. nie wiem dlaczego to wszystko pisze. no ale może właśnie dlatego że jestem teraz tu gdzie jestem. i jestem całkiem sama, w głowie aż roi sie od myśli, a w oczach gromadzą się łzy...
  • awatar Gość: "masz 16 lat co ty mogłaś w życiu przejść? " - no właśnie. według mnie to właśnie w tym wieku podejmuje się najważniejsze wybory w życiu oraz popełnia największe błędy.
  • awatar Demonologia: większość ludzi niestety umiera od środka i nawet nikt o tym nie wie :(
  • awatar Ukryta pod maską: świetne zdjęcie ... <3 Też mam tak jak ty. Boję sie zaufać. Tyle razy sie zawiodłam ,że nie daję rady.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nie było mnie długo, ale nie miałam czasu, ochoty, ani sił. Trochę chorowałam, mam lekką anemię i mimo, że mogę przespać 12 godzin na dobę to ciągle jestem słaba i zmęczona.
Mamusia ma wszystko gdzieś- standard. Ale na co ja naiwna liczyłam?
Miałam już sporo czasu na przyzwyczajenie się. Całkiem sporo. Całe cholerna 16 lat.
I chodzę sobie taka po świecie słaba, samotna, niechciana...
Wstaję, szkoła, dom.. Bez sensu. Wszystko bez sensu.
Analizując swoje plany "na przyszłość" stwierdziłam, że już nie chcę tego robić, bo TO BEZ SENSU.
Chrzanić przyszłość co z teraźniejszością? Ona chyba też jest bez sensu...

Jak zakładałam bloga nie sądziłam, że będę dodawać wpisy o sobie, ale to było dawno.. Zmieniłam sie. Moje życie sie zmieniło.. Nie wiem czy ktoś to czyta, czy nie, ważne że mogę to z siebie wyrzucić i tyle...
 

 
Dlaczego tak jest, że jak ktoś jest dla nas ważny, coś dla nas znaczy, kochamy go, to tłumaczymy sobie jego zachowanie, znajdujemy wymówkę dla każdego gestu, wypowiedzianego słowa, które tak naprawdę nas rani...?
 

 
Od rana kłóce sie z mamą, na szczęście przed chwilą wyszła.. Nie mam na nic sił, pogadałabym z kimś albo nawet po prostu pomilczała, ale z kim???
Przyszedł list od Olgi.. Nie mam sił czytać, rzuciłam tylko okiem i schowałam z powrotem..
Znowu sie niszcze, proces powolnego umierania od środka jednak się nie skończył...
 

 
Blizny na ciele przypominają o przeszłości, teraźniejszość wcale nie jest lepsza. TAMTO chce wrócić. A ja próbuję się nie dać. Z trudem ale jeszcze mi wychodzi...
 

 


Długo mnie tu nie było, no ale nie było też weny, czasu, sił...
Wszytko sie jebie.. Zostałam sama. Całkiem sama...
Samotność to chyba najgorsze z uczuć.

Nowa szkoła, nowi ludzie.. Chyba mają mnie za dość szczęśliwą. Ale to tylko pozory. Sztuczny uśmiech przyklejany po przebudzeniu się ze snu.

Tłumaczę sobie każdą Twoją wiadomość, zachowanie, które rani, bo Cię kocham, ale Ty masz mnie już chyba gdzieś.
Chciałabym uciec. Gdzieś daleko...
  • awatar seoxlc: Interesujący blog. Musisz pisać częściej!
  • awatar Gość: Jestem dokładnie w Twojej sytuacji. Samotność, nowa szkoła, sztuczny uśmiech... ON. To samo. Porażka :C
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czytam właśnie książkę pt. "Charlie". Podoba mi się.
Ostatnio moje wpisy zmieniły postać.. Ale to pewnie tylko chwilowe. Nie daje razy na razie nic pisać, więc piszę o sobie. Dziwne...
Był w tej książce taki fragment... "Przyjmujemy miłość, jeśli sądzimy, że na nią zasługujemy"
I w tym chyba mój problem. Ja sądzę, że już na nic nie zasługuję..
 

 
Z wyjazdu nici. Coś w aucie sie popsuło i mogliśmy skończyć na drzewie.. Jakoś wróciliśmy do domu.. Kurwa. A myślałam, że sobie odpocznę. Potrzebuję tego! Zwłaszcza, że coraz częściej go widuje..
Boziu, może lepiej było sie rozbić gdzieś po drodze?...
 

 
Cześć,
wyjeżdżam więc pewnie nie będę miała jak dodawać wpisów.. Może w końcu trochę odpocznę?.. Oby. Naprawdę tego potrzebuje. Nie mam już siły.
Do zobaczenia za jakiś czas : )
  • awatar Folari: Oby wyjazd się udał i żebyś wróciła zadowolona. :)
  • awatar muffinowa: odpoczywaj i wróć pełna energii ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dawno nie paliłam, dym gryzł mi gardło, płuca, ale łatwiej było mi oddychać. Łatwiej skupiać się na szarych obłoczkach opuszczających moje usta niż na myślach.
 

 
Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy po stracie kogoś, czy rozstaniu ładują w siebie tony lodów i czekolad. Ja wtedy nie mogę jeść. Mam odruch wymiotny i muszę trzymać się podłogi, żeby nie uciec przed podawanym mi obiadem.
 

 
-Dzisiaj mogę stąd wyjść- pomyślałam z uśmiechem. Lekarze nie musieli wiedzieć, że dziś czuje się na siłach by wyjść, nie boję się już, że na zewnątrz spotka mnie coś strasznego. Wylądowałam w szpitalu z powodu bólu brzucha i nie zamierzałam lądować 200 metrów dalej w różowym budynku. Szpital psychiatryczny. Ja się tam nie wybierałam. Nie dam się wam… Poszłam do łazienki, żeby się ubrać. „Nie jest tak źle, potworku” pomyślałam patrząc w lustro. Żegnajcie, nigdy więcej. Lekarz przepisał mi jeszcze jakieś tabletki, które mam łykać codziennie i nie będzie mnie już bolało. Nie wiem czy chcę je brać. Ból był jedynym co odczuwałam. No może poza tą cholerną pustką, która niosła ze sobą straszną i bezsilność.